Pułkownik Kwiatkowski

Prawdziwa historia fałszywego pułkownika – podającego się za wiceministra bezpieczeństwa publicznego i uwalniającego z więzień akowców podejmuje znowu polskie dramat z dziejów najnowszych, jak w filmach Szkoły polskiej. Jeśli historia przemienia się w filmie Kutza w maskaradę, szczególnie w groteskowej galerii lokalnych ubeków, to wynika to z zamysłu opowiedzenia o zniewalającej sile władzy, możliwej do przechytrzenia równie zniewalającą bezczelnością. W bohaterze można więc dostrzec krewniaka kapitana z Köpenick ze sztuki Carla Zuckmayera. Tym razem Kutz dał się ponieść żywiołowi kina. Nakręcił komedię, która jest zabawna, lecz nie kończy się bynajmniej na samej tylko maskaradzie. Kutz o filmie: „Scenariusz filmu oparty jest na historii autentycznej; Stawiński zetknął się z człowiekiem, który siedział z pułkownikiem Kwiatkowskim. Kwiatkowski opowiedział mu swoją historię, a on- Stawińskiemu. Co później stało się z pułkownikiem Kwiatkowskim – nie wiadomo. Nie wiemy, czy został cichcem wdeptany w ziemię przez ubeków, czy może poszedł na współpracę i jest dzisiaj może emerytowanym generałem. Tego nie wiemy. Jest w tej historii jakaś niepowtarzalna uroda. Rzeczy, które zdarzyły się naprawdę, mają w sobie coś, czego nigdy by się nie wymyśliło. Ta historia jest tego najlepszym przykładem”. (1996)

Pisali inni:

Przedstawianie ciemnego stalinowskiego czasu w tonacji przygodowo-komediowej, tego jeszcze w polskim kinie nie było. Jerzy Arntata (1996)

Pierwsze, co rzuca się w oczu – w porównaniu choćby z należącymi do kanonu filmami Andrzeja Munka – to potoczna motywacja działań bohaterów. Tadeusz Lubelski (1996)

Patrzyłem na robotę Kutza zafascynowany. Ernest Bryll (1996)