Ludzie z pociągu

Po perypetiach z „Nikt nie woła” Kutz sięgnął po scenariusz odrzucony wcześniej przez Andrzeja Munka i Jerzego Zarzyckiego nie zrażając się tym, iż ta historia z noweli Mariana Brandysa, która znalazła się nawet w czytankach szkolnych, zdawała im się mało filmowa. Pociągnęła go nie tyle sama akcja, ile szansa portretu ludzkiej społeczności, i to społeczności w zagrożeniu. W efekcie film ma strukturę luźną, epizodyczną, nakierowaną na szczegóły, co okazało się jego zaletą. Właśnie z tej obserwacji wyłaniały się prawda i napięcie. Dramat Kutza ujawniał rozmaitość postaw Polaków w czasie okupacji, lecz nie tylko o to w nim chodziło. W istocie to studium zbiorowości w zagrożeniu. Właśnie po tym filmie spostrzeżono w Kutzu znakomitego portrecistę zbiorowości, potrafiącego w lapidarnych skrótach odsłaniać ludzkie charaktery. Kutz o filmie: „To pierwszy film, który robiłem swobodnie. Właściwie dopiero teraz byłem reżyserem filmowym, wiedziałem już na czym mój zawód polega, posiadłem pewne podstawowe tajemnice, doświadczenia, bez których człowiek nie jest w stanie niczego zrobić, i których się nie sposób wcześniej nauczyć. I jeśli „Ludzie z pociągu” sprawili mi przyjemność, może nawet większą, niż jakikolwiek inny film – to dlatego, że było w tym utworze więcej, w dobrym znaczeniu tego słowa, zabawy. Dało to się odczuć również w całej ekipie, całym zestawie aktorskim”. (1973)

Pisali inni:

Reżyseria prowadzi od ogółu do szczegółu, od typowości do tego, co nieprzewidziane. Tadeusz Sobolewski(1979)

W rezultacie „Ludnie z pociągu ” daje jeden najlepszych opisów tłumu polskiego. Adam Garbicz (1996)

Zapamiętajmy więc nazwisko Kazimierza Kutza, młodego polskiego reżysera o talencie realisty. Bolesław M1ichalck (1961)