Linia

Po kilkuletniej przerwie, Kutz – już jako szef zespołu filmowego „Silesia” w Katowicach – spróbował zmierzyć się ponownie z materią polskiej współczesności, tym razem w epoce Edwarda Gierka. Podstawą scenariusza stała się powieść Jerzego Wawrzaka o sekretarzu partii komunistycznej w mieście powiatowym, co stało się dla reżysera kolejną okazją do sportretowania Polski prowincjonalnej, tym razem w tonacji bardziej publicystycznej. W efekcie kwestie najbardziej frapujące pojawiają się najczęściej w rozmowach, a przez to historia młodego działacza partyjnego wypada nieco bezbarwnie. Zamierzenie było interesujące, a nawet odważne, ale skończyło się na intencjach. Zapewne inaczej być nie mogło, zważywszy na temat i datę realizacji. Kutz o filmie: ,”Ponieważ akcja działa się w środowisku partyjnym, uznano, że jest to film o partii. W mojej postawie nie było wtedy koniunktury. „Linia” była dzieckiem kompromisu w innej sprawie. Gdybym nie podjął się tego filmu, nie powstałoby „Sanatorium pod klepsydrą” Hasa, dziś wydaje się to nieistotne i nawet mało wiarygodne, ale tak było; zawsze miałem skłonności do altruizmu i wcale się tamtej sprawy nie wstydzę. Nieraz zajmowałem taką postawę prowadząc w Katowicach zespół filmowy i uważałem, że jest to dobra cecha na takim stanowisku”. (1994)

Pisali inni:

Kutz rzucił swym filmem wyzwanie, które trzeba podjąć. Janusz Skwara (1975)

Z filmu wynika mniej ni więcej, że ludzie na partyjnych stanowiskach, mimo swych wad i błędów, chcą dobrze, tylko w zbudowaniu porządku i dobrobytu przeszkadzają im paskudni obywatele. Elżbieta Baniewicz (1994)

Niemniej „Linia „jest filmem, który ogląda się z zainteresowaniem (tym gorzej). Zygmunt Kałużyński (1975)